Nie milkną echa zatrzymania 17-letniego mieszkańca Sanoka. Mariusz Izdebski i jego matka zgodnie twierdzą, że chłopak został uderzony przez zatrzymującego go policjanta. Komenda policji twierdzi jednak, że młody mężczyzna został jedynie przytrzymany za kaptur, gdyż funkcjonariusz obawiał się, że może spróbowac ucieczki.

Czy policjant uderzył przeszukiwanego nastolatka?

Jak twierdzi nastolatek, 3 listopada zeszłego roku razem z kolegą wybrali się do wpłatomatu, by wpłacić gotówkę, którą chłopak otrzymał tego dnia od pracodawcy. Gdy wysiedli z auta, zostali zatrzymani przez policjantów, którzy zażądali od nich wylegitymowania się oraz „oddania narkotyków”. Gdy Mariusz stwierdził, że żaden z nich nie ma przy sobie nielegalnych substancji, został siłowo dociśnięty do drzwi auta.

Policjant miał przykuć go kajdankami do samochodu i rozpocząć przeszukiwanie. Jak twierdzi chłopak, zachowywał się spokojnie. Gdy funkcjonariusz znalazł w jego kieszeni tabletki od bólu głowy, miał uderzyć chłopaka i zacząć na niego krzyczeć.

Policja widzi tę sprawę inaczej

Policjanci twierdzą jednak, że zdarzenie wyglądało inaczej. Komenda policji w Sanoku wydała oświadczenie, w którym tłumaczy, że funkcjonariusze mieli uzasadnione podejrzenia względem nastolatka i jego kolegi. Podczas próby przeszukania Mariusz wcale nie miał zachowywać się spokojnie i z tego powodu został przykuty kajdankami do drzwi auta. Funkcjonariusze potwierdzają jednocześnie, że jeden z policjantów w pewnym momencie szarpnął chłopca za kaptur. Jak twierdzą, odpowiedzialny za to oficer otrzymał już od przełożonych naganę.

Akta sprawy wędrują z jednej prokuratury do drugiej już od dziesięciu miesięcy, a rodzina chłopaka jest coraz bardziej roześlona i zdenerwowana. Tym razem sprawą zajęła się prokuratura w Przemyślu. Miejmy nadzieję, że na ewentualnym postępowaniu sądowym uda się raz na zawsze rozstrzygnąć, kto w tym sporze miał rację.